WSPÓLNA CHATA
Coraz częściej dostaję takie mniej lub więcej rozżalone listy. Kiedy ludzie się schodzą, wtedy wszystko jest cudowne. Ale kiedy się rozchodzą, problemy zatruwają im życie. Tak jak p. Alicji W z Toronto, która prosi o radę. Ze względów technicznych zmuszona byłam dokonać wielu skrótów; nie sądzę jednakże, ażeby meritum sprawy zbytnio na tym ucierpiało. Pani Alicja pisze:
Pani Nino! Szukam u Pani poparcia mojej decyzji. Trzy lata temu kupiłam do spółki z moim panem (nazwijmy go Mirkiem) bardzo ładne mieszkanie własnościowe (condo). Każde z nas wpłaciło po $7.000, to też wszystkie dokumenty opiewają na oba nazwiska. Z hipoteką nie było żadnych trudności. Oboje pracowaliśmy i mogliśmy się wykazać odpowiednimi zarobkami. Niestety sielanka nie trwała długo. Od tego czasu wszystko się zmieniło. Mirek, który jest sporo ode mnie młodszy, stracił pracę w ubiegłym roku i jakoś nie może znaleźć następnej. Czuje się obrażony, że potencjalni pracodawcy nie stoją do niego w kolejce. Siedzi w domu, dzień w dzień otoczony gronem kolesiów-nierobów.
W moim ślicznym, zadbanym mieszkaniu śmierdzi piwem i nikotyną. Obcy ludzie buszują w mojej lodówce a na moje protesty odpowiadają, że lodówka jest także Mirka. Prawda. Tylko, że on jej nie zaopatruje. Od roku ja spłacam całą hipotekę, jako, że on twierdzi, że nie ma pieniędzy. (Obiecał zwrócić swoją "dolę", jak tylko znajdzie pracę - na co na razie się nie zanosi). Staliśmy się sobie obcy, straciliśmy wspólny język a ja, na dodatek, zaufanie. Moje piękne mieszkanie stało się moim więzieniem. Właściwie pracuję tylko na spłaty hipoteczne i utrzymanie domu, a jest to przecież worek bez dna. Zaproponowałam sprzedaż mieszkania i kulturalne rozejście się. Mirek kategorycznie odmawia. Ceny mieszkań zwyżkują, on uważa, że teraz na to jeszcze nie pora. Zapowiedziałam, że tak czy owak ja się wyprowadzę. Po prostu rezygnuję z mojego udziału, że milsze mi zdrowie i nerwy, aniżeli pieniądze. No i oczywiście, przestaję spłacać hipotekę. Dostał ataku szału i zaczął mi wygrażać. Powiedział, że jest "common-law husband" (konkubin – przyp.mój) i, że muszę go utrzymywać. Nie mam w tej chwili pieniędzy na adwokata i nie wiem, jakie grożą mi reperkusje. Ale już zaczęłam szukać maleńkiego apartamentu do wynajęcia. Czy Pani się orientuje, co on mi może zrobić? Czy Pani popiera moją decyzję? Co Pani zrobiłaby na moim miejscu?
Ja? Nic. Albowiem ja bym się nigdy nie znalazła w podobnej sytuacji. Zawsze pomna, że "ćwierkają jaskółki, że najgorsze są spółki", naprzód przykazałabym mojemu adwokatowi obwarować mnie po uszy. Głównie na taką ewentualność. Ale to przecież nie o mnie chodzi. Pani zaś ma nie jeden, ale wiele problemów naraz i może nadszedł czas, ażeby podsumować sytuację. Mam niejakie trudności z ustaleniem, który z tych problemów jest de facto najistotniejszy. Spróbujmy, wobec tego, rozebrać sprawę na czynniki pierwsze i może wyłoni się trochę jaśniejszy obraz, a co za tym idzie - jakaś konsekwentna linia postępowania.
Ja widzę kilka czynników, które Pani zatruwają życie: 1. Kompleks na punkcie różnicy wieku (inaczej nie wspominałaby Pani o tym). 2. Niepewność, czy ten związek był z jego strony miłością czy też zwykłym, przyziemnym wyrachowaniem. Radosną wizją wieczystego, bezpłatnego bloczku do stołówki? 3. Smutek, żal i rozczarowanie z powodu zawiedzionej miłości. (Bo to przecież nie tak miało być, prawda?) 4. Bezsilna złość z powodu jego inercji. Jego lenistwa. 5. Wściekłość i upokorzenie za traktowanie Panią we własnym mieszkaniu jako zło konieczne, przez jego kolesiów- darmozjadów. 6. Odnoszę wrażenie, że sprawy finansowe stawia Pani na ostatnim miejscu. Z przekonania, czy na zdrowy rozsądek? Tak więc:
Ad 1. Różnica wieku. Nie wiem czy jest znaczna, ale bez względu na cyfrę, uważam, że w dzisiejszych czasach jest absolutnie NIEISTOTNA. Od czasu emancypacji kobiet, ich wykształcenia, ich pracy zawodowej - mężczyzna nie ma potrzeby być starszy i mądrzejszy (!!??), czego w zamierzchłej przeszłości (w zamian za posag) domagała się rodzina panny młodej. Ja, może naiwnie, ciągle wierzę, że liczą się wyłącznie ludzie. Ich wzajemny stosunek do siebie. Miłość, przyjaźń, lojalność i przywiązanie. A nie jakieś tam przepisowe (ile?) lata. Tylko zacofani (i złośliwi) ignoranci uporczywie będą obstawali przy swoich archaicznych poglądach na ten temat. Nie wiem do jakiego stopnia ma Pani opanowany język angielski; na wszelki wypadek nauczę Panią czegoś: "If they are younger than you - they might be after YOUR purse. If they are older than you - they are surely after THEIR nurse". Co znaczy, mniej więcej: "Jeśli są młodsi – może szukają NASZYCH pieniędzy. Jeśli są starsi – na pewno szukają DLA SIEBIE pielęgniarki".
Ad 2. Niepewność, co kierowało Mirkiem aby się z Panią związać, będzie Panią jeszcze długo nurtowała i zamęczała. Teraz Pani analizuje, wkłada wszystkie jego dawne słowa, gesty i zapewnienia pod mikroskop i, oczywiście, zaraz znajdą się skazy i zanieczyszczenia, dotychczas gołym okiem niewidzialne. Proszę jednak pamiętać, że gdyby Mirek był aż tak bardzo wyrachowany, jak Pani teraz podejrzewa, nie włożyłby w ten interes wszystkich swoich oszczędności. Raczej namawiałby Panią do sfinansowania CAŁEJ imprezy. I pomimo, że to wszystko Panią jeszcze nadal gnębi, musi się Pani na siłę nauczyć przestać o tym myśleć. Rozpamiętywanie jest pierwszym stopniem do piekła.
Ad 3. Osobie postronnej jest niezmiernie trudno ocenić czy w Pani przypadku, finanse zabiły miłość, czy też miłość zabiła finanse. Nie mniej, bez względu na przyczynę, fakt pozostaje i każdemu jest smutno odejść od stołu, kiedy miłości więcej nie podają (Aznavour). C’est la vie!
Ad 4. Wyobrażam sobie, jak bardzo Panią cholera bierze, kiedy zmęczona i głodna, wraca po całodziennej pracy do domu i zastaje wybyczonego, gnuśnego chłopa, który, wbrew logice, zdaje się udowadniać, że: "pieczone gołąbki same wpadają do gębki" i, że "bez pracy - są jednak kołacze". No cóż, wnet się chłop przekona, że życie jest brutalne i niebezpiecznie chwiejne, kiedy kobieta decyduje się na wypuszczenie steru z ręki.
Ad 5. Kolesiów należy bezceremonialnie wyprosić. Nie musi Pani podawać przyczyny. Wont - można powiedzieć na wiele sposobów. Z uśmiechem także. Jeśli Mirek będzie się stawiał, Pani powie, że zniknął ze szkatułki brylantowy pierścionek (lub inny klejnot, przed tym przezornie zakupiony na pchlim targu za $10) o, powiedzmy, wartości $1.500. I że ta suma zostanie odliczona z jego udziału przy sprzedaży mieszkania. Alternatywnie, Pani wezwie policję. Niech się przyjrzą bliżej tym niepracującym panom w kwiecie wieku. Podziała piorunująco. Jak rycynus.
Ad 6. Sprawia Pani wrażenie osoby rozsądnej i dlatego decyzja straty tysięcy dolarów vis-a-vis utraty zdrowia jest dla Pani sprawą pierwszej wagi. (Aczkolwiek urażona ambicja też odgrywa niepoślednią rolę.) I chyba słusznie Pani obliczyła, że te tysiące właściwie już odmieszkała. Propozycja, aby Mirek wykupił Pani połowę jest bezsensowna, wszak on groszem nie śmierdzi. Nie wydaje mi się też, ażeby Mirek miał jakikolwiek rekurs. Najwyżej znowu obrzuci Panią obraźliwymi epitetami. Może warto by go oświecić, że po Pani wyprowadzce, jeśli nie będzie sam spłacał hipoteki (mortgage), finansowa instytucja, która pożyczkę udzieliła, bez pardonu, po prostu go zlicytuje. Wystawi mieszkanie przymusowo na sprzedaż w ramach “power of sale". Jeśli sprzeda z nadwyżką, co jest więcej niż pewne, po odliczeniu kosztów administracyjnych (wysokich), odda ją Państwu do podziału.
Nie jestem prawnikiem i nie potrafię przewidzieć, jakie będą "dalekobieżne" skutki Pani samowolnego zerwania kontraktu. Dlatego usilnie namawiam do odwiedzenia adwokata, specjalizującego się w sprawach nieruchomości. Nie zdziwiłabym się wcale, gdyby dobry adwokat namówił Panią do wystąpienia, (profilaktycznie) na drogę sądową przeciw Mirkowi, o zwrot pieniędzy, które Pani wpłacała przez rok, także i w jego imieniu. To tak, na wszelki wypadek, ażeby zablokować jego jakieś ewentualne uderzenie poniżej pasa. Nie wydaje mi się, aby Mirek mógł zabiegać, jak grozi, o status "common law husband" (konkubin, taki prawie mąż, w/g prawa zwyczajowego). Status ten jest w Kanadzie wyraźnie określony prawem i istnieją pewne wymogi, których Mirek, opierając się na Pani liście, po prostu nie spełnia. Dlatego lepiej jest nawet się zapożyczyć, ale zafundować sobie zdolnego adwokata. Przecież nie może Pani płacić w nieskończoność zimną gotówką za winy kiedyś popełnione gorącym uczuciem! Jeśli Pani ciągle obstaje na stanowisku rozejścia się, nie ma innego wyjścia jak tylko przecięcie tego węzła gordyjskiego. Im wcześniej, tym lepiej. I taniej!