WITAJ WINNETOU

 

 

Pan Wiesław B. z Brampton, w swoim liście (na zupełnie inny temat), pyta przy sposobności: Proszę Pani! Czy Pani może mi powiedzieć, dlaczego w żadnej księgarni (ani w Ontario ani w Quebec- wiem, bo próbowałem), nie można nabyć książek Karola May’a? Ja się na nich wychowałem. Dwóch moich synów też się nimi zaczytywało. Teraz wnukom (nie mówią po polsku) chciałbym przybliżyć postać May’a i namówić do przeczytania jego licznych powieści o Old Shatterhand, Winnetou i innych. Mnie już trochę pamięć zawodzi, wolałbym ażeby wnuki dowiedziały się o bohaterach mojego dzieciństwa z pierwszej ręki, czyli ze stron książek. Ale ich nie ma w sprzedaży. I pomyślałem sobie, że może Pani będzie wiedziała, dlaczego nie ma nigdzie książek Karola May’a? Przecież to był taki poczytny autor! Tyle napisał. Tematyka Dzikiego Zachodu i szlachetnych Indian nigdy nie zamarła. Jako Amerykanin był świetnie obeznany z tym tematem. Dowód? Jego interesujące książki i fakty w nich zawarte, nigdy nie były przez nikogo kwestionowane. Całe pokolenia wychowały się na tej literaturze. A teraz nie tylko książek nie można dostać, ale żaden sprzedawca w sklepie, nawet nigdy o nim nie słyszał. Zagląda do komputera i mówi, że takiego nie ma i już. Jak Pani myśli? Dlaczego tak jest? Czy to jest jakaś zmowa? A może sprawa praw autorskich? Czy Pani coś na ten temat wiadomo?

 

Nie wiem czy Pana specjalnie ucieszy odpowiedź, której Panu udzielę na Pana pytanie: dlaczego nie ma w sprzedaży książek May’a w języku angielskim w tutejszych księgarniach. Po otrzymaniu Pana listu, naprzód sprawdziłam w Internecie. Owszem, jest notowany i to wiele razy. Lecz tylko w Europie. Głównie w Polsce. Więc pofatygowałam się do mojej lokalnej biblioteki, sprawdzić w bibliotecznym komputerze, co się dzieje z jego twórczością. W bibliotecznym komputerze, bez najmniejszego trudu, z miejsca odnalazłam aż 9 tytułów. Ale....wszystkie także po polsku! Poszłam o to curiosum zapytać znajomą bibliotekarkę, z którą łączą mnie już prawie przyjacielskie stosunki. (Przyjacielskie stosunki polegają na tym, że ja od lat przedzwaniam jej moje dezyderaty, a ona mi je rezerwuje. Po czym ja lecę książki odbierać, ale nie bez pudełka polskich śliwek w czekoladzie. Rozpuściła mi się baba! Aliści jest to wyłącznie moja wina. Bo zaczęłam skromnie od paczuszki ”krówek” i nie wiem jaki diabeł mnie raz podkusił obdarzyć ją tymi śliwkami. Ale nie żałuję. Niech je polskie słodycze, niech się uczy co dobre! I niech także tyje!)

 

Otóż ta Daphne także o Karolu May’u nigdy nie słyszała. A jest to przecież bibliotekarką z prawdziwego zdarzenia. Po studiach bibliotekarskich. Powiedziała, że sprowadzili te polskie książki na żądanie czytelników. I to jest wszystko, co ona na temat tego autora wie. Później odwiedziłam księgarnie w Toronto i Mississauga. W polskich księgarniach, w dziale książek dla młodzieży, mają mnóstwo pozycji z ”Winnetou” włącznie. W angielskich, istotnie nie znalazłam żadnej.

 

Sama nigdy nie czytałam niczego, co wyszło z pod pióra Karola May’a, nie mniej poruszona przez Pana sprawa, zaczęła mnie intrygować. Dlaczego polskie wydania są, a angielskich nie ma? Spać mi to nie dawało. Więc zaczęłam myszkować. Zajęło mi to mnóstwo czasu. W rezultacie, zamiast Pana ucieszyć, chyba Panu złamię serce jak precel. Ale trudno. Pan zadał pytanie - ja mam obowiązek zrelacjonować, co odkryłam.

 

Karol May (1842 - 1912) nie był wcale Amerykaninem, proszę Pana. Był Niemcem z krwi i kości. I, ażeby było śmieszniej, ten człowiek, który tak barwnie, tak obrazowo i tak interesująco szkicował scenerię ”Dzikiego Zachodu”, który podbechtał imaginację i zachwycił kilka generacji młodych ludzi, przygodami swoich bohaterów, nawet nigdy w życiu nie był w Ameryce!!! Jego wszystkie ”arcydzieła” powstały, z przeproszeniem, w …kryminale. Gdzie spędził cztery piąte swego 70-cioletniego życia.

 

Żywego Indianina nigdy na oczy nie widział. Nawet w cyrku. Skąd czerpał pomysły na te tak genialnie przekazane opisy z życia Indian, pionierów, cow-boy’ow i Dzikiego Zachodu w ogóle? Tego nikt nie wie. Może miał po prostu bujną imaginację? Natomiast fakty o jego uprzednim i niebywale krótkim życiu w ”cywilu” t.zn. na wolności, są dokładnie udokumentowane i niezaprzeczalne. Facet, który tyle pisał o honorze, szlachetności innych, sam był mordercą, rzezimieszkiem, łazęgą, psubratem, opryszkiem, włóczęgą, grabieżcą i krzywoprzysięzcą, (choć to ostatnie jest dzisiaj znowu w modzie).

 

Bez względu na jego przeszłość, Niemcy tak się przejęli swoim narodowym ”bohaterem”, tak byli z niego dumni, że na jego cześć nawet muzeum wybudowali. Niedaleko Drezna, w miejscowości Radebeul, znajduje się budynek, w którym na publiczny widok wystawiono liczne eksponaty z nim związane. Jego manuskrypty, kałamarze, pióra, bibularze, podarte czy zmięte kartki papieru. Listy od wielbicieli. Nawet jego krzesło. Jego więzienne mundury i czapki, opatrzone numerem kolejnej odsiadki, w ”modne” wówczas, szaro-czarne poziome paski (a przez tyle lat May zdołał ”przejechać się” przez pokaźną ich ilość) opinają figury licznych manekinów.

 

Ale proszę się nie przejmować. Nie wydaje mi się, ażeby jego szare (dosłownie) i wcale nie kolorowe curriculum vitae, miało jakikolwiek wpływ na wyobraźnię jego młodych czytelników. Zresztą zapewne o nim samym za wiele nie wiedzieli. (To nie były czasy, kiedy o idolu wszystko było wiadome, łącznie z wymiarem bucika). Czytano jego książki z wypiekami na twarzy i zapartym oddechem. I tak jak Pan, pamiętają je do dzisiaj.

 

 Polskie wydawnictwa wznowiły publikację jego książek, pewnie w świętej wierze, że polska młodzież nadal tak sobie właśnie Amerykę i Dziki Zachód wyobraża. Zdałoby się, że to pociągnięcie można by uznać to za śmieszne i naiwne, albowiem polska młodzież siedzi na Internecie i o Indianach wie ausgerechnet to samo, co my. Że Indianie, jeśli jadą na mustangu - to nie na koniu, a w Fordzie. Że Cherokee to samochód, a czerwonoskóry facet, wywodzący się z tego plemienia w niczym nie różni się od swego białoskórego sąsiada w dżinsach. Polska młodzież jest doskonale zorientowana, że jego pobratymcy, którzy nadal mieszkają w rezerwatach, nie łukiem i strzałą czy tomahawkiem się posługują, lecz zwykłą i nielegalną, spluwą. Że dzisiejsi Indianie handlują przemycanym alkoholem i papierosami. Prowadzą pokątne kasyna gry. Od czasu do czasu pikietują coś tam. Czasami powodują nawet krwawe rozróby.

 

A jednak ktoś postawił na dobrego konia, chociaż nie mustanga. Albowiem książki Karola May’a sprzedają się w Polsce jak te przysłowiowe gorące bułeczki. Wydanie Winnetou jest aktualnie wznawiane już po raz czwarty. Czyli, ten temat ciągle frapuje, ciągle robi wrażenie na polskiej młodzieży. Czy zrobi takie samo na Pana wnukach? Tylko czas okaże. Bo jeszcze nie wszystko stracone.

 

Ja bym wcale się nie zdziwiła, gdyby to głownie ludzie starzy te książki kupowali. Ażeby z łezką w oku wspomnieć swoje szczenięce lata. Kiedy to tato czy mama, może jeszcze nawet przy lampie naftowej, głośno im te przygody czytali. Przygody, oparte na honorze, bezinteresownej przyjaźni i lojalności. Cztery słowa, których znaczenie, nasi milusińscy dopiero z komputerowej encyklopedii (na CD-ROM’ie, oczywiście) mogliby ewentualnie poznać. Co by z tego zrozumieli, co wynieśli - aaa, to już jest zupełnie inna sprawa.

 

Jest całkiem możliwe, że Amerykanie nigdy nie zaakceptowali przygodowych książek Karola May’a dlatego, że diabli ich brali, że to wyobraźnia obcego autora tak doszczętnie zawojowała ówczesny rynek europejski. Że zaczytywano się jego książkami, miast czytać prace ”prawdziwych” pisarzy, w osobach Londona, Curwooda i innych, piszących na ten sam temat.

 

Osobiście, skłaniam się ku hipotezie, że mogła powstać zmowa konkurencji. Że to ci poczytni amerykańscy pisarze wywarli presję na amerykańskich wydawcach, o niedopuszczenie książek May’a do sprzedaży w Ameryce. Do opanowania rodzimego rynku przez tego ”foreigner’a” (obcokrajowca – znaczy się), który mając czas aż w nadmiarze, mógł, jak w fabryce, trzaskać jedną książkę po drugiej. Ale tak gwoli prawdy, komu tutaj, na amerykańskim kontynencie, był wówczas potrzebny opis Dzikiego Zachodu, napisany przez Niemca? Niemca, który nigdy w Ameryce nie był. Czy mieliby zaufanie do rzetelności tych dech zapierających opisów? No i kto chciałby sprowadzać węgiel na Śląsk? (W sprawie tej ostatniej uwagi – poczekajmy chwilę. ”Unia” ma od lat nadmiar węgla, które zalega Zagłębie Saary. Za rok najdalej - zobaczymy, czy tym razem nie powstanie zmowa, czy nie zostanie wywarta presja ”w drugą stronę”.)

 

Ale, jak wspomniałam powyżej, jeszcze nie wszystko stracone. Czy Pan ma komputer? Czy jest podłączony do Internetu? Jeśli tak – proszę wejść na: Amazon.co.uk. W Anglii książka Winnetou właśnie została wydana po angielsku. Kosztuje Ł9.95 plus przesyłka.  (W sumie zamówienie wyjdzie na około C$40).

 

Czy za mój wysiłek, da mi Pan przynajmniej znać jak Pana wnuki na tę książkę zareagowały? Chciałabym wiedzieć z akademickiej ciekawości. Chciałabym wiedzieć jak współcześni, (na TV wychowani), młodzi czytelnicy magicznych przygód Harry Pottera (J.K.Rowling) czy Władcy Pierścieni (J.R.R.Tolkien) – odbierają prozę Karola May’a i opisywany przez niego ówczesny Dziki Zachód. Z fascynacją? Niedowierzaniem? Oczarowaniem czy znudzeniem? Jak?