|
ZAPŁACISZ? POWIEM CI COŚ NA USZKO.... Dostałam list od p. Jakuba R. z Toronto, którego Kanada powitała raczej minorową nutą: "Droga Pani Nino! Moja żona i syn przebywają tutaj od dłuższego czasu. Ja, z powodów ode mnie niezależnych, przyleciałem stosunkowo niedawno. Powoli się aklimatyzuję. Powoli wdrażam w codzienne życie. Wszystko jest dla mnie nowe i może dlatego dotychczas nie kwestionowałem niczego a już szczególnie rachunków. Bo, co tu ukrywać, nie tylko nie znałem się na cenach ale z językiem też mam jeszcze wielkie trudności. Żona w listach powtarzała, że pomimo zakupu większej ilości kart telefonicznych, rozmowy z Polską są nadal względnie kosztowne. Stąd raczej pisywalśmy do siebie, a dzwonili tylko w nagłej potrzebie. Tymczasem, choć w Kanadzie przebywam już ponad rok i rozmów międzynarodowych nie przeprowadzamy, ze zdziwieniem stwierdziłem, że nasze rachunki nie tylko nie zmalały lecz wręcz przeciwnie - niewspółmiernie wzrosły. Natomiast z rozmowy z kolegą w pracy wynikło, że on płaci rachunki telefoniczne (łącznie z rozmowami z Europą) tylko rzędu $150 miesięcznie i mniej, a my zawsze grubo ponad $500. Przyjrzałem się tym rachunkom. Regularnie powtarza się w nich jeden i ten sam numer. No to zadzwoniłem tam. Odezwał się głos kobiecy. Coś mi ta pani długo mówiła, ale, że ja nie zrozumiałem, powiedziałem tylko "sorry" i odłożyłem słuchawkę. Żona zadzwoniła do Bella ażeby zapytać co się dzieje i powiedzieć, że to jest chyba jakaś pomyłka. Ale oni od razu wiedzieli, że nie jest. Powiedzieli, że jest to numer "seks-panienek" Numer, który zaczyna się na "976" . I, że każdego dzwoniącego obciąża się z miejsca kwotą $25 za rozmowę plus ilomaś tam centami za każdą sekundę jej trwania. Urzędniczka zaraz zapytała czy nie ma aby w domu dorastających chłopców (18 lat wzwyż, bo tylko od tego wieku wolno tam dzwonić), a jeśli są, ażeby z nimi porozmawiać. Nasz syn ma obecnie 16 lat, właśnie skończył "grade 10" i przeszedł już mutację głosu. Wzięty na spytki, przyznał się od razu. Pokajał się bardzo. Twierdził, że nie wiedział, że za te rozmowy płaci się ekstra stawkę ( w co wierzę) i obiecał solennie, że więcej dzwonić tam nie będzie. Ostatni rachunek opiewał na sumę $612.76 i, niestety, nie mamy rekursu. Zapłacić musimy. Na nasze szczęście, Bell jest bardzo wyrozumiały bo rozłożył nam płatność na raty. Ale co to jest za kraj, który tak młodzież korumpuje, oficjalnie na takie bezeceństwa zezwala?..." Odpowiem Panu, acz nie w tej samej kolejności. Po pierwsze, nie jest to telefon dla młodzieży. To Pana syn podszył się pod 18-latka. A rachunek rozłożyli na raty ze strachu, że Państwo skorzystają z innej oferty i przeniosą się do tańszej firmy, oferującej niższe ceny na rozmowy pozamiejscowe. A czy syn ma komputer? Jest na internecie? Bo jeśli jest - to ja nawet nie chcę o tym myśleć czego on tam nie tylko słucha ale i ogląda. Skoro tylko seks mu w główce. Przepraszam, ale skąd Pan przyjechał? Przecież nie z Pipidówki Niżnej. Bowiem polska prasa od lat pełna jest ogłoszeń od pań "puszystych" i "bezpruderyjnych". A co Pan myśli, że one oferują? Wspólne czytanie biblii? Wąchanie rezedy wieczorową porą? Tylko Pan, człowiek żonaty, pewnie się tym dotąd nie interesował. A Kanada jest bardzo piękna, proszę Pana, bardzo fajna do życia. Jednakże nie ma prawa ingerować w sprawy nie podlegające rządowi. Nie ma prawa kontrolować jak funkcjonują, prosperują i czym handlują prywatne firmy. Wszak telefony są w rękach prywatnych. Jest to jeszcze jedno oblicze kapitalizmu, który w zasadzie bardzo pięknie gnije.Bell do dnia dzisiejszego ma monopol na sieć lokalną ale ażeby zamortyzować straty poniesione kilka lat temu na utracie wyłączności na rozmowy międzymiastowe i międzynarodowe (stąd też ta mnogość kart telefonicznych), Bell Canada znalazł sobie inną, legalną i wcale intratną drogę do robienia dalej wielkiego szmalu. Czy akurat ta "samopomoc chłopska", którą Państwo jeszcze długo będziecie spłacali, jest bezeceństwem - tego nie wiem. Zależy w czyich oczach. Mnie ona nie rusza. Ja wiem tylko, że te panienki wcale nie muszą być "panienkami". Mogą liczyć sobie od 17 do 71 lat (ot! palindromik drobny taki). Mogą ważyć 150kg lub więcej (nagminne tutaj. Zauważył Pan już?) Mogą mieć 5-ro dzieci i więcej. Pochodzą ze stu krajów; mogą być białe jak mleko lub czarne jak heban. I mogą być brzydkie jak noc. Dla nich jest to po prostu praca. Wygodna fucha, bez wychodzenia z domu. Ich angaż uzależniony jest wyłącznie od tembru ich głosu i niewielkiej sztuki udawania. (O wa! Każda baba to potrafi.) Bez żadnego wysiłku, niewidoczne, uprawiają "do uszka" najstarszą profesję świata. I jest to tylko sprawa podaży i popytu. Kto chce - korzysta. Kto nie chce - nie korzysta. Proste jak ...drut. One sprzedają audialny omam, erotyczną iluzję, seks-fantasmagorię. Te "panienki" jednakże zarabiają grosze. Krocie zarabia ich macodawca a największą działkę ma właśnie koncern telefoniczny. Nie będę wchodziła w szczegóły o ile więcej kosztuje założenie seks-linii (versus, na przykLad, linii domowej) ani jakie są koszty jej utrzymania. Ponieważ podniecony delikwent buli za każdą sekundę jak za zboże, "panienki" dostają parę centów więcej za przeciąganie “aktu”. I to wszystko. Wierzę w prawdomówność syna. Będzie zresztą odtąd kontrolowany, przypuszczam. Ale strzeżonego Pan Bóg strzeże. Proponuję Państwu wykonanie jeszcze jednego telefonu do Bella. Za jednorazową opłatą kilku dolarów, można zażądać blokady wszystkich znanych sekslinii z Państwa telefonu. Numer stanie się nieosiągalny i.. po krzyku. Bardzo wątpię ażeby ta miła pani urzędniczka podsunęła Państwu to takie proste rozwiązanie, albowiem nie leży ono w interesie Bella. A' propos, seks-linie na internecie też można zablokować u swojego dostawcy (provider). Nie wiem jak długo trwała Pana rozłąka z rodziną. Może nadszedł czas na męską rozmowę ojca ze synem? Na uświadomianie go jest ciut za późno. Należy założyć, że Pana chłopak został już gruntownie wyedukowany. Za takie pieniądze jest już pewnie "po maturze". Dla Pana spokoju ducha dodam tylko, że dzisiejsze dzieci są w tej materii bardzo "kształcune" i często-gęsto bardziej zaawansowane, bardziej do przodu aniżeli ich rodzice. I to nie tylko w Kanadzie. Ja, będąc na Pana miejscu, cieszyłabym się z tego, że chłopak wykazuje jak najbardziej normalne i zdrowe impulsy, typowe dla jego wieku. Coprawda trochę za wcześnie w życiu odkrywa biedaczek, że baby - jest to bardzo rozkoszne lecz, niestety, kosztowne hobby. Ale niech wie, że za każdą przyjemność w życiu, w jakiś sposób trzeba zawsze zapłacić. Ale co tam. Niech się miglanc uczy. Kiedyś trzeba. C'est la vie! P.S. Niedawno pojawił się w prasie, ulotkach i na internecie nowy, jeszcze droższy, kanciarski numer telefoniczny. Kierunkowy: 809. Dzwoniący nie ma pojęcia, że rozmawia z Trinidadem, Costa Ricą i Puerto Rico czy innym krajem karaibskim. Oferty są niezwykle frapujące. Oferowane są lukratywne prace (których, oczywiście, nie ma). Loterie obiecują liczne wygrane biżuterii i luksusowych samochodów, w odpowiedzi na dziecinnie łatwe pytania. Słowny seks oferowany jest we wszystkich możliwych wariantach w każdym języku i narzeczu nawet. Oferowana jest sprzedaż rozmaitych artykułów po bardzo przystępnej, bombowej wręcz, cenie, których też wcale nie ma. Lecz zanim człowiek usłyszy ludzki głos (o ile w ogóle), musi naprzód wysłuchać długiego, kilkunastominutowego, nagrania z taśmy na jakiś zupełnie obojętny temat. Choćby prelekcji na temat globalnych zmian klimatu. A o to właśnie tym cwaniakom chodzi! O to przeciąganie. Bo licznika żaden kant nic nie obchodzi - on leci jak szalony. I cyka. I cyka... Pod presją wielu oszukanych konsumentów, władze amerykańskie w porozumieniu z firmami telefonicznymi w USA, nałożyły blokadę na ten numer. Ale tele-cwaniacy, w jeszcze szybszym tempie, zdołali rozmienić go na drobne, a mianowicie na: 242, 246, 264, 268, 284, 345, 441, 473, 664, 758, 767, 784, 787, 860, 868, 869 i 876. Tych numerów należy wystrzegać się jak morowej zarazy. Na wszelki wypadek, radzę je sobie zanotować. Także dokładnie sprawdzać co miesiąc rachunek telefoniczny. Odrobina przezorności jeszcze nigdy nikomu nie zaszkodziła. A tak, poza tym: Welcome to Canada! |