KANTY I KARTY  -   NIE NA ŻARTY

 

 

Kto w dzisiejszych czasach nie posługuje się kartą kredytową? VISĄ? MASTERCARD? I całą gamą pomniejszych. Dlatego to co tu napiszę, wydaje mi się ważne. Sygnały o tym miałam już wcześniej.  Niestety, kajam się i przyznaję ze skruchą, że kiedy po raz pierwszy otrzymałam ten tekst od stałego czytelnika, nie poświęciłam mu należytej uwagi. Tekstowi, znaczy się.

 

Wtedy uznałam, że jest to chyba jeszcze jedna klechda, jakich tysiące krążą po internecie. Typu: jeśli poślesz Gerberowi kopię świadectwa urodzin twego dziecka – dostaniesz $500 (nawet inteligentne i wykształcone babki, wbrew moim dzikim wrzaskom, dały się na to nabrać). Albo: jeśli poślesz dalej następnym 20-tu osobom tą czy inną, serce łamiącą historyjkę - Microsoft, lub inna znana i szacowna instytucja wpłaci 5 centów na leczenie nieuleczalnie chorego (oksymoron sam w sobie) chłopaka w Timbaktu. Nie muszę dodawać, że chłopak nie egzystuje a żadna instytucja nie jest w stanie monitorować naszych e-maili, szybujących gdzieś w cyberprzestrzeni.  W każdym razie - w tej chwili jeszcze nie jest.

 

Nie tak dawno dostałam ten e-mail ponownie. Machinalnie skopiowałam. Na całe szczęście. Albowiem kiedy zadzwoniła do mnie moja przyjaciółka, rodowita Amerykanka z Oklahoma City, że jej sąsiadka padła ofiarą tego kantu, pomyślałam sobie: oj, nie dobrze. Trzeba to natychmiast zbadać.  Szybko wygrzebałam z teczki to ostrzeżenie. Teraz, kiedy przeczytałam ponownie i bardziej uważnie,  zrozumiałam, że trzeba koniecznie podzielić się tym z moimi Czytelnikami. Albowiem każdy kant, jaki dzisiaj grasuje po USA,  jutro niechybnie zawita  do nas.

 

Zadzwoniłam w tej sprawie do VISY. Powiedzieli, że nic o tym nie wiedzą. Faktycznie, w Kanadzie mogą jeszcze nie wiedzieć. Lub nie chcą wiedzieć. Natomiast MASTERCARD był bardziej uprzejmy i podał mi numer telefoniczny do ich kwatery głównej w USA. A tam nawet się ucieszyli, że prasa etniczna w Kanadzie chce naświetlić tę sprawę. I tym samym przestrzec ich klientów przed ewentualną powtórką kantu na naszym terenie.

 

Ostrzeżenie o którym mówię, po polsku brzmi mniej więcej tak:

 

Dzwoni telefon. Pani X podnosi słuchawkę i słyszy: Tu mówi Carl Patterson (zresztą za każdym razem jest to inne nazwisko) z  Wydziału Ochrony i Oszustw (Security and Fraud Department) VISY. Jestem kontrolerem. Mój numer służbowy (badge number) jest 12460.  Obowiązkiem naszego wydziału jest monitorowanie  kont naszych klientów i zwracanie uwagi na rzadkie, niecodzienne obciążenia. Właśnie widzę, że na pani konto wpłynął taki nietypowy debet. Dlatego dzwonię,ażeby się upewnić, że to pani faktycznie dokonała tego zakupu.  Pani ma VISĘ wystawioną przez Cosmos Bank (u nas byłby to jeden z banków  ”wielkiej piątki”). Czy pani może potwierdzić, że zakupiła komputerowy program antyspamowy w marketingowej firmie ”BUBU” w Arizonie, na sumę $497.99?

 

Pani X zapewnia, że nic takiego nie kupowała, że nie wie nawet co to znaczy  ‘’antyspamowy”. (Acha! Facet jest w domu. Ona nie ma komputera, więc niczego na internecie nie sprawdzi.) Wobec tego ”Karolek” z jeszcze większym entuzjazmem kontynuuje swoją gadkę. Mówi, że on się właśnie tego obawiał. Ale to nic, nie trzeba się martwić, bo VISA zaraz wystawi  kredyt i obciążenie anuluje. Przy czym,  dodaje szeptem, niby w zaufaniu, że VISA ma tę firmę na oku. Że tam zaczęto wystawiać masowo  lewe rachunki na nieduże sumy, zwykle pomiędzy $297 a $497, czyli zawsze poniżej $500, tak aby nie rzucały się w oczy. Ale, VISA,  ho, ho - tak łatwo nie da się  oszukać. VISA jest bardzo czujna. I ażeby pani X udowodnić, jak VISA sprawnie działa, zanim pani dostanie miesięczne zestawienie, my natychmiast wysyłamy pani zwykłą pocztą, kopię tego kredytu. Aby pani miała pewność, że niczego nie zaniedbano. Czy pani adres (i tu podaje pełny adres wraz kodem) jest wciążl aktualny?

 

Pani X potwierdza. ”Karolek” nawija dalej. No, teraz mamy niezbity dowód – mówi, że to kanciarze i wreszcie możemy wytoczyć im sprawę o szwindel. Jeśli pani ma jakieś dalsze pytania, jakieś wątpliwości, jeśli coś nie jest dla pani całkiem jasne, proszę się nie krępować, proszę zadzwonić pod bezpłatny numer telefoniczny, 1-800-VISA, figurujący na pani miesięcznym zestawieniu (statement of account). Proszę prosić o ”Security” i podać numer sprawy. W pani przypadku jest to: Control #477560. Czy mam to pani powtórzyć? Czy pani zapisuje? Pani X poświadcza, że nie potrzeba, że wszystko dokładnie odnotowała.

 

Facet coś tam jeszcze paple, po czym w trakcie tego gadania, zadaje ” coup de grace”, czyli ostateczny cios! Ale pani X nic o tym nie wie. Bowiem ”Karolek” mówi nagle, że zanim przekaże kredyt na jej konto, musi się jednak upewnić, że ona nie zgubiła, że nikt jej nie ukradł, że nadal jest w posiadaniu swojej karty VISY.  Proszę się nie gniewać – mówi, ale pani rozumie, że ja muszę mieć 100% pewności, że rozmawiam z faktyczną właścielką karty. Dlatego teraz wraz z  panią, musimy  sprawdzić wszystkie dane, OK? Po czym, unisono, czytają razem 16 cyfr widniejących na jej karcie. Sprawdzają do kiedy karta jest ważna i wszystko gra, zupełnie jak w moich płucach przy ostrej grypie.

 

I kiedy wszystko wydaje się już załatwione, i pani X po raz dziesiąty wyraża swoje podziękowanie i zachwyt nad dokładnością VISY, ”Karolek” nagle milknie, po czym mówi, że coś się mu tu jednak nie zgadza. Wszak brak jeszcze 3-ch cyfer. Acha, on już wie. Tak, to jego wina. Sumituje się i przeprasza najmocniej. Proszę obrócić kartę - poucza. Teraz proszę spojrzeć na pasek magnetyczny, ten z pani podpisem. Nie podala mi pani 3-ch OSTATNICH cyfer tam widniejących.  Pani X czyni jak jej polecono i posłusznie odczytuje te trzy numerki. ”Karolek” mówi, że tak, zgadza się, teraz wszystko jest w porządku. Żegna się grzecznie, zapewnia o korzyściach korzystania z VISY, życzy miłego dnia i good bye Fruziu. Pani X nie wie, że jele-jele, a byłoby także i good bye dla pół tysiąca jej dolarów....

 

 

”Karolek” miał w tym dniu pecha, pani X zaś miała fart. Bo w rozmowie z synem, pochwaliła się jakie miała dzisiaj szczęście. Opowiedziała mu jaka VISA jest dokładna, jaka czujna, że odzyska swoje pieniądze, etc. Syn wyczuł bluesa. Dziwnie nie spodobała mu się ta cała historia i na drugi dzień zadzwonił do VISY po wyjaśnienie.  PRAWDZIWA VISA oświadczyła, że oni jeśli dzwonią (niezmiernie rzadko) NIGDY nie pytają o żadne numery; wszak wszystkie mają w swoich aktach.  Potwierdzili, że w dniu wczorajszym na konto jego matki wpłynął debet na $497.99. I gdyby nie ten telefon, pewnie pojawiałby się jeszcze co 4-5 dni, aż do czasu otrzymania miesięcznego rachunku  przez panią X.

 

Po ekspresowo przeprowadzonym dochodzeniu, okazało się, że debet był z firmy, rzekomo wysyłkowej, która egzystowała li tylko na papierze. Adres? Skrytka pocztowa w drogerii sąsiedniego miasta. Gdyby nie telefon syna pani X, kanciarz naciął by setki, jeśli nie tysiące ludzi w mieście. Tym razem numer mu nie wyszedł. VISA zablokowała konto i powiadomiła policję. Pani X dostała kartę kredytową z nowym numerem. Jej konto oczyszczono ale to wcale nie znaczy, że jest to koniec pieśni.

 

Albowiem jest to nowy kant uprawiany przez maluczkich, indywidualnych  złodziejaszków – efemerydy. Dzisiaj są, jutro ich nie ma. Nie należą do żadnych wielkich gangów, które kradną numery aby je duplikować. Nie mniej ich kradzieże są ciągle bolesną stratą finansową, szczególnie dla niebogatych. Tych, którzy VISĄ spłacają MASTERCARD i vice versa.

 

Jest to kant, który nie wymaga większego nakładu pieniężnego. Ot, trochę czasu i cierpliwości. Kulturalny, sympatyczny timbre głosu jest atutem Facet wynajmuje skrytki pocztowe w rozmaitych miejscach i opłaca je na dwa miesiące. Redaguje nie tyle imponującą ile rzeczową nazwę swojej zmyślonej firmy.  Nigdzie jej nie rejestruje, bo wie, że nikt go sprawdzać nie będzie. Na komputerze drukuje zgrabny blankiet firmowy, opatruje jakimś a propos logo i już ma narzędzie pracy. Otwiera konta w VISIE i MASTERCARD. Przydzielają mu jego numer ewidencyjny i posyłają pudełko z czystymi kwitami.

 

Posługując się kilkoma telefonami komórkowymi (na przedpłacone karty), przeprowadza  rozmowy ze swoimi ofiarami, identycznie jak z panią X. (Jeśli ktoś kwestionuje brak napisu VISA na wyświetlaczu, tłumaczy, że jego akcja jest ”cichociemna”. Nie może się ujawniać, bo szachraje mogą monitorować działanie jego jednostki (sic!). Jeśli jego ofiara, jak pani X, dała wystrychnąć się na dudka, facet szybciutko, odręcznie wypełnia kwit i wysyła do VISY czy MASTERCARD. Nawet nie musi fałszować podpisu.  Albowiem te 3 cyferki na końcu są naszym automatycznym podpisem. Po zainkasowaniu  pierwszego czeku, ulatnia się bez śladu. Będzie się przenosił z miejsca na miejsce, do innych miast, do innych stanów (u nas będą to prowincje) i niestety, będzie kontynuował swój niecny proceder. Aż do czasu kiedy go złapią.

 

Jak to jest możliwe? Jak to się dzieje? Bardzo proste w zasadzie.  Facet bez większego trudu zdobywa kopię naszego kwitu płatniczego. (Dlatego ja stale nawołuję, ażeby po zapłaceniu ”statementu” drzeć te karteczki na drobne kawałki). Kwit może pochodzić  z pojemnika na śmieci. Może być ze stacji benzynowej, z restauracji, z jakiegoś sklepu. Z pękniętego worka ze śmieciami, który sami wystawiliśmy na krawężnik. Albo nawet z miejskiego wysypiska.  ”Karolek” zdobywając ten papierek zna nasze nazwisko, numer karty kredytowej i nazwę banku, która ją wystawiła. Teraz  uzbraja się w książkę telefoniczną danego miasta i książkę z kodami pocztowymi. Znalezienie adresu, kodu  i numeru telefonu jest  kwestią 5-ciu minut. Może nawet obserwuje domy swoich ofiar. Najbardziej ”kocha” zapewne samotne, starsze panie. Najchętniej wybiera osoby o zagranicznie brzmiących nazwiskach; jest w siódmym niebie, kiedy ktoś mówi z wyraźnym, obcym akcentem.    

 

No i co dalej? Facio gotówki z forsomatu pobrać nie może, bo nie ma oryginalnej karty i nie zna numeru PIN.  Ale może zrobić to, co właśnie zrobił  ”Karolek”.  I tu przypominam i po to właśnie piszę:  te trzy cyferki może uzyskać tylko od nas samych!  Dlatego NIE WOLNO telefonicznie wdawać się w żadne rozmowy! NIGDY nie podawać żadnych numerów. Nikomu. PRAWDZIWE firmy mają wszystkie nasze dane, nie muszą się o nic dopytywać.  Z obcymi zaś nie rozmawiamy: o finansach, o kartach kredytowych, o S.I.N, o OHIP, o koncie bankowym. Nagle cierpimy na amnezję i niczego nie pamiętamy.  Namolnym mówimy: nie mam dokumentów pod ręką. Ale daj mi twój numer telefoniczny, oddzwonię ci za godzinę.  Zapewniam, że to będzie natychmiastowy koniec akcji, pt. ”Szukamy Jelenia”.

 

Chyba nie muszę nikogo uświadamiać, że odkąd możemy ”zdalnie” kupować na karty kredytowe, czy to na internecie, czy przez telefon (choćby nasz Shopping  Channel na TV), nasza fizyczna obecność przestała być istotna przy dokonywaniu zakupów. Jak wobec tego  VISA  czy  MASTERCARD ma wiedzieć, że jest to autentyczna i autoryzowana tranzakcja? Ano właśnie w ten sposób, że te 3 ostatnie cyferki są naszym osobistym PIN’em i ZASTĘPUJĄ nasz podpis. W świecie finansowym, na giełdzie, na eBay’u, w firmach wysyłkowych, wielkich domach towarowych, etc. wszyscy wiedzą, że w VISIE nazywa się to ”security code CW2” (wprowadzony do użytku w 2001r), a w MASTERCARD – ”security code CVC2” (wprowadzony w 1997r.). Każdy  kupiec, każdy handlowiec wie, że na końcu miesiąca otrzyma od obu firm swoją należność;  reszta nic go nie obchodzi.

 

System ten działa w zasadzie bezbłędnie chyba, że ktoś sam się podłoży. Tak jak pani X. Albowiem bez tej podstępnie od niej wyłudzonej informacji, cwaniak- ”Karolek” jest bezsilny. Niepotrzebnie tylko czas traci.

 

Chcę się łudzić, że ten kant, z każdym dniem coraz częściej (acz tylko w USA) nagłaśniany, do nas w ogóle nie dotrze. Oby! Ale jestem świadoma, że my  mamy własnych i pojętnych łotrzyków. Mogą się nauczyć od braciszków z Południa.

 

Mam nadzieję, że nikt się do mnie nie przyczepi, że powoduję jakąś panikę. O krytykę jest tak łatwo. A tymczasem, ja po prostu wyznaję świętą zasadę, że: człowiek uprzedzony – to człowiek uzbrojony.  Więc bądźmy czujni!