AUTOREKLAMA ‑ ZGUBNA FAMA

 

Pani Irena K. z Toronto przysłała mi oryginalne wycinki jej własnych ogłoszeń z rozmaitych pism w Kanadzie, USA, Anglii i Polsce. Także co celniejsze, "wybrane" odpowiedzi na nie, oraz list, w którym pisze:

Bardzo Panią proszę o pomoc w zredagowaniu ZGRABNEGO i SKUTECZNEGO ogłoszenia, które tym razem chciałabym zamieścić we "Wiadomościach".  Po powrocie do Kanady chcę jeszcze raz spróbować szczęścia. Jak Pani widzi, ogłaszam się wyczerpująco (tj. kawę na ławę), nie żałuję pieniędzy na długość ogłoszenia. Zapewniam dyskrecję i zrozumieć nie mogę dlaczego odzew jest tak znikomy. Jak Pani widzi, dostaję głupie listy od 20‑latków chętnych pobrać się z kobietą w wieku ich babci, byleby tylko wyjechać do Ameryki. Wulgarne propozycje od niewiadomo kogo i ordynarne wymyślania od ograniczonych dewotek. Gdzie się podzieli samotni, starsi, kulturalni panowie? Wierzyć się nie chce,  ażeby w takich metropoliach jak Chicago, Toronto, Londyn i Warszawa nie było ludzi na poziomie, do których nie przemawia pani energiczna, rozgarnięta i niezależna pod każdym względem. Przecież nie szukam Adonisa, tylko starszego, sympatycznego, uczciwego pana, z którym mogłabym spędzić resztę naszego "złotego wieku". Doszłam do przekonania, że coś w moich ogłoszeniach ich zniechęca, coś czego ja nie dostrzegam. Załączam SAE kopertę z gorącą prośbą o pomoc w zredagowaniu lepszego ogłoszenia i pewna jestem, że Pani mnie nie zawiedzie....

Oj, zawiodę. Niestety zawiodę. Nie wywiążę się z poruczonego mi zadania tylko dlatego, że nie chcę być odpowiedzialna za następne fiasco. Dlatego zwracam Pani ofrankowaną kopertę i wszystkie wycinki a odpowiedź udzielam na łamach naszego pisma, bo, kto wie, czy nie przyda się innym.

Może to ta Pani przebojowość i rozmach ponoszą winę? Chciałabym aby Pani zrozumiała, że to co napiszę poniżej nie jest prawieniem impertynencji, tylko wyrażeniem mojej prywatnej opinii. Która Pani zapewnie nie przypadnie do gustu. Dlatego następne ogłoszenie znowu napisze Pani sama, z tą tylko różnicą, że po przeczytaniu moich uwag, może będzie ono bardziej stonowane i cieplejsze.

Pani przypuszcza, że panów coś w tych ogłoszeniach odstręcza ale Pani nie wie co. Hmm, jeśli Pani doprawdy liczy się z moim zdaniem ‑ to powiem szczerze, że chyba wszystko! Albowiem prawie wszystko co Pani wypisuje, łącznie ze standardowymi, oklepanymi frazesami typowymi dla tej rubryki, ma prawo spowodować ażeby wszyscy starsi panowie, nawet ci o kulach - rączo brykali tam gdzie pieprz rośnie. 

Pisząc o sobie (w zależności od pisma): "healthy, early retired" czy też po polsku  "zdrowa seniorka na wczesnej emeryturze", daje Pani do zrozumienia, że te "6 dych" na kartce urodzinowej albo już były. a  może nawet dawno wybyły. Być zdrową w tym wieku, jest wielkim szczęściem od Pana Boga. Ale opisywanie siebie jako "dynamiczna, platynowa blondyna, biust 42" jest, z przeproszeniem, żenującym opisem kobiety w leciech, wnet podwójnie pobalzakowskich. W tym wieku na kokieterię jest ździebko za późno! Eksponując wymiar biustu jako atrybut, Pani automatycznie wprowadza podtekst erotyczny a przecież nawet najbardziej wysłużony weteran łóżka,  tapczanu, tylnego siedzenia w samochodzie, zielonej trawki czy choćby kopy siana -  dzisiaj nie ma na to sił.  A za tem,  nie będzie nawet próbował stawać ponownie w szranki.

W Pani wieku nie ma platynowych blondynek. Są tylko butelkowe blondynki.  No i dobrze. Ale po co to podkreślać? Także z tym biustem doprawdy radzę się nie wychylać. Dosłownie! Co u młodej, jędrnej dziewczyny est voluptas puerorum, w Pani wieku jest tylko balastem. Chwalić się "pobożnym" biustem (jak się siada – pada na kolana) nie ma sensu. Jeśli Pani nie jest starszym wydaniem Dolly Parton, to znaczy, że jest Pani po prostu przy kości. Puszysta. Zaś "uszy jamnika" misternie rozmieszczone w miseczkach biustonosza size 42, dawno przestały być magnesem i z tym trzeba się pogodzić. Sorki.

Finansowo niezależna wdowa z własnym domem też nie jest dzisiaj żadnym aj‑waj. Na Zachodzie 90% kobiet w tym wieku jest pod tym względem Pani "koleżankami po fachu". Pani wymagania typu: pan erudyta (a po co?  klasyków chce Pani cytować czy teorię Einsteina podważać?), pan o podobnych walorach (czy to znaczy, że też musi być blondynem, względnie nie może być łysy? A siwy ‑ nie łaska? Wszak to takie dystyngowane!) Albo: pan finansowo niezależny. Jak jest niezależny, to na co mu "stała" baba? Kupi sobie, kiedy zechce, uługi Adochodzącej" i po krzyku. Do tego, pan ma być kulturalny i z aparycją (a jak nie jest kulturalny ‑ to czy on o tym wie?) Pani wygórowane dezyderaty z góry przekreślają możliwości wielu chętnych. Odstraszają skromnych acz wartościowych panów. Także nieśmiałych panów (bo i tacy są na świecie) lub niewysokich ale sympatycznych panów. No i wielu (może nawet za wielu), z winy losu, zubożałych panów.

Jak się Pani w Polsce przekonała, nawet ci zubożali, ale dumni "made in Poland" starsi panowie, nie polecieli na haczyk Zachodu. Długość Pani inseratów sugeruje, że Pani istotnie z pieniędzmi specjalnie się nie liczy. Ale ilu panów może Pani w tym dorównać? Nie dajmy się zwariować. Ci co mogli, od dawna nie są sami. I to z modelem o wiele lat nowszym. Kulturalnym panom rzadko ”leży” rola utrzymanka. "Pani z Ameryki" dawno przestała być w Polsce atrakcją. Wprost przeciwnie. Daje do zrozumienia, że coś z nią jest nie tak, skoro aż do kraju poleciała męża sobie szukać.

Starzy ludzie są na ogół podejrzliwi. Starzy ludzie niechętnie opuszczają znajome kąty. Boją się uzależnienia. Na tak drastyczny krok decydują się tylko zdesperowani. Tacy, którzy z jakiegoś powodu utracili grunt pod nogami albo dach nad głową. Tym  jest zasadniczo wszystko jedno, gdzie i z kim dokonają żywota. Ale Pani takiego bidołachy nie chce, więc o czym tu gadać.

Czy Pani jeszcze nie zauważyła, że w tym wieku, panowie ”na chodzie” przeważnie startują do 40‑tolatek (i jeszcze młodszych)? Albo ułożyli sobie życie samotnie. Może niektórych zainteresowałaby nowa znajomość, ale słowo "małżeństwo" działa na nich jak kubeł zimnej wody. Jeśli dotąd nie zakręcili się wokół jakiejś fertycznej wdówki czy rozwódki (a mają z czego wybierać, bo stosunek starszych panów do pań jest 1 : 48) to znaczy, że im ich obecny status quo po prostu odpowiada. Nauczyli się gotować, przyszywać guziki i są panami swojego życia. Z moich obserwacji wynika, że ci panowie jeśli decydują się na wybór nowej partnerki w podobnej grupie wiekowej, to dopiero wtedy, gdy zaczynają chorować (młodsze bowiem, chyżo dają dyla). Najchętniej grawitują do wdów po przyjaciołach. Do pań z własnego środowiska, z którymi od lat znają się jak łyse konie. Starzy ludzie nie lubią niespodzianek. Zas w tej scenerii, wiedzą dokładnie co w trawie piszczy. Czego mogą się spodziewać. Jako, że we własnym milieu wszystko jest wszystkim wiadome; nic się nie ukryje.

A jeśli w końcu zdecydują się na ten ”szalony” krok, tworzą na ogół, stateczną, miłą parę, którą zbliża... odległość! Są razem kiedy chcą, a kiedy nie chcą ‑ wracają do siebie. Nie muszą zmieniać miejsca zamieszkania ani pozbywać się mebli i bibelotów (często pamiątek po współmałżonkach). Taki stan rzeczy odpowiada nie tylko im samym, ale jeszcze bardziej ich dzieciom. Nie ma problemu ze zmianą testamentu a i opiekować się "staruszkiem" nie potrzeba. Wszak tato ma teraz przyjaciółkę, no nie? Ja, broń Boże, nie oręduję i nie namawiam nikogo do życia na "kocią łapę", ja tylko uchylam rąbka tajemnicy, że w tym wieku "choczesz ‑ kurisz, ne choczesz ‑ ne kurisz" nie jest znowu wcale takie głupie.

Czy Pani kiedykolwiek pomyślała o tym, że panowie w tym wieku mają już prawo do impotencji? Z powodu prostaty czy innej choroby? I co to znaczy: "bez nałogów"? Czy Pani doprawdy się spodziewa, że pan po 60‑tce, który gros swego życia ma już za sobą, nie będzie miał żadnych nałogów?! Kochana Pani! Starzy ludzie są wręcz niewolnikami swoich nałogów i przyzwyczajeń! A co? Czyżby Pani nie miała żadnych? Starzy ludzie są często bardziej zakompleksieni aniżeli młodzi. Taki stary pan przy swojej równie starej żonie nie wstydzi się na noc zdjąć tupecik z głowy czy włożyć sztuczne zęby do szklanki (nie chichrajcie się moje kochane 40 ‑letnie "maluchy"! Za 20 lat czkawką odbiją się wam moje słowa!) Ale przy Pani tego zrobić nie może, gdyż awansując z roli ochoczego (pożal się Boże!) podrywacza, do roli ślubnego małżonka,  będzie się czuł skrępowany. Przeciętny starszy pan przy takiej "dynamicznej blondynie" nie może sobie pozwolić na okazanie mankamentów. A na zgrywanie się na młodego kogucika na pewno nie ma ani sił ani ochoty. I choćby z tych dwóch powodów,  z góry, w ciemno, rezygnuje z zaszczytu poznania Pani.

 Ja rozumiem, że nie można napisać w ogłoszeniu: "panowie impotenci mile widziani" albo "prostata ‑ to nie koniec świata". Ale można wiele napisać o ciepłej, sympatycznej, wyrozumiałej, choćby platonicznej, przyjaźni. A może Pani powinna napisać więcej o talencie kulinarnym (przez żołądek do serca?) Domatorka. Ubóstwia polskie filmy. Albo pochwalić się wyjątkowo zgodliwą naturą. Nawet jeśli to nie jest całkowicie zgodne z prawdą. (Gwoli uspokojenia Pani sumienia ‑  panowie też będą łgali jak z nut.)

Ja nie gwarantuję, że te bujdy na resorach osiągną pożądany efekt, ale na pewno nie odstraszą tak jak te ogłoszenia leżące przede mną. (Ten ktoś, kto Pani przysłał reklamę salonu "nie‑leczniczego" masażu, nie koniecznie musiał być złośliwcem. Może jest właścicielem zakładu. A może tylko uczynnym klientem, który sądzi według siebie. Nie myśli głową a główką. Ale jak długo żyję, dalibóg, jeszcze  nigdy nie słyszałam o "massage parlour" dla kobiet.)

Przykro mi, że nic bardziej konstruktywnego nie potrafię Pani wymyślić. Na koniec, mam nieśmiałą sugestię: a może by tak zrezygnować z myśli o wtórnym zamążpójściu na siłę i bajkach o "złotym wieku" (co za nierealny eufemizm!) a skoncentrować swoje wysiłki na  poszukiwaniu po prostu bratniej duszy? Może krajana. A może kogoś, kto potrzebuje przyjaciela i pomocnej ręki. To wielokrotne podkreślanie samotności na nic się nie zda. Nikt nie musi być samotny. Wszak są jeszcze inni ludzie na świecie, poza potencjalnymi absztyfikantami. Ale właściwie skąd ta taka straszna Pani samotność? Gdzie są Pani przyjaciele? Nie ma? Dlaczego nie ma?

Będę pilnie śledziła naszą rubrykę matrymonialną. Jeśli Pani mnie posłucha, może tym razem ujawnią się panowie, którzy już nie szukają uciech cielesnych ale są skłonni nawiązać nieobowiązującą znajomość towarzyską. Jeśli taka luźna znajomość przeistoczy się z czasem w coś bardziej bliższego ‑ fajno. Cudownie! Ale jeśli nic z tego nie wyjdzie, to przynajmniej nie będzie wielkiej tragedii i zbytniego rozczarowania.

Good luck! Życzę powodzenia. Życzę cierpliwości. I zdrowego jutra!